Hatsan - wiatrówki z Turcji


Od kilku lat nasz kraj stał sie krajem nieco normalniejszym, i nie chodzi tu bynajmniej o zmiany ustrojowe, ale o podejście do broni pneumatycznej, na którą przez lata wymagane było pozwolenie.
Po nowelizacji ustawy - po tej pierwszej nowelizacji, która dała możliwość posiadania wiatrówek gładkolufowych, na rynku pojawiła się cała masa sprzętu różnej kategorii jakościowej i sprzętowej. Wystarczyło mieć nieco gotówki i już można było coś wybrać - w ramach posiadanych funduszy. Jednak najniższa półka - wiatrówki najtańsze, nie była zbyt bogata. Do 500 zł można było nabyć chinkę, albo chinkę, tudzież inną chinkę, może Slavię, i kilka innych chinek. Jednakże pod koniec roku 2001 na rynku pojawil sie inny sprzet...

Początkowo dostępny był w trzech modelach - 35, 55, 60. Oprócz tego istniały wersje S posiadające dodatkowo bezpiecznik. W roku 2001 i na początku 2002 dostępne były jedynie tzw. "pierwsze serie" - jest to o tyle istotne że wiatrówki te cały czas ewoluuja, znaczenie mają też osiągi. Pierwsze serie dysponowały bardzo duzą jak na sprężynówki mocą w okolicach 21-22 J.

Konstrukcja wiatrówki jest bardzo prosta, tylko potrzebne i niezbędne elementy, nic ponadto.
Rozłożoną wiatrówkę z pierwszej serii można zobaczyć poniżej.

Głównym problemem z którym borykali się użytkownicy pierwszych serii Hatsana był koszmarnie twardy spust. Na domiar złego jego elementy zostały "zapięczętowane" w stalowej spawanej obudowie mocno utrudniając majstrowanie przy spuście.

Sama konstrukcja spustu była bardzo prosta. Cały mechanizm składał się w zasadzie tylko z dwóch elementów, plus niezbędne sprężynki.

Pierwsze podsumowanie

Po roku eksploatacji zrobiłem pierwszy gruntowny przegląd techniczny. Jakość wykonania obecnych Hatsanów pomimo wspomnianej wcześniej ewolucji pozostała na tym samym dobrym poziomie. Zmieniono jedynie niektóre materiały - na lepsze, i przekonstruowano niektóre podzespoły - to akurat zmiana na gorsze, ale o tym za chwilę.

W czasie roku oddalem z wiatrowki okolo 10.000 strzałów (+/-200), co jakby nie było jest wynikiem dobrym jak na sprzęt z dolnej półki cenowej. W czasie rocznej eksploatacji nie wymieniałem żadnych części z powodu uszkodzenia lub awarii, jednakże zostały poczynione pewne modyfikacje. Karabinek można określić jako fabryczny za wyjątkiem prowadnicy sprężyny głównej którą wymieniłem po około 4.000 strzałów. Niestety oryginalna prowadnica to uosobienie antycznej tragedii i wymiana MUSI zostać przeprowadzona. Ponadto wypolerowałem elementy mechanizmu spustowego i wymieniłem znajdujące się tam sprężyny na słabsze. Prowadnica znajdująca się w tłoku została skrócona ze względu na większą długość dorobionej prowadnicy głównej. Pozostałe elementy są bez zmian.

Teraz może parę słów o awaryjności. W czasie roku eksploatacji karabinek odmówił posłuszeństwa kilka razy:
- po miesiącu strzelania zaciął się zamek zatrzaskujący lufę, po złamaniu lufy nie dało się zamknąć wiatrówki. Udało się to dopiero po użyciu sporej siły. Po przesmarowaniu ruchomego bolca zamka usterka się więcej nie powtórzyła.
- po 4.000 strzałów pojawiło się chrobotanie w trakcie napinania. Po rozebraniu wiatrówki okazało się że wyboczona sprężyna trze ścianki cylindra. Dorobiłem lepszą prowadnicę, jednakże sprężyna pozostała wyboczona, udało się jedynie uniknąć dalszego jej niszczenia. Delikatne drgania w trakcie napinania pozostały do teraz. Jestem niemal pewien że przy prostej sprężynie to zjawisko nie będzie występować.
- po 10 miesiącach krzywa sprężyna zacięla się w cylindrze uniemożliwiając złamanie wiatrówki. Jednakże po kilku minutach manipulacji lufą (czyli prób złamania) sprężyna ustąpiła. Zjawisko to pojawiło się tylko raz.
- w trakcie eksploatacji wiatrówka dwa razy uszkodziła celownik optyczny Fomei 4x20 (coś 'ala stadionowe Tasco). Celownik był dwa razy reanimowana i działa do tej pory, jednakże obecnie wymaga podkładania pasków papieru lub kliszy fotograficznej pod montaż.

Tyle o awariach, teraz może to czego nie zaobserwowalem.

Nie występuje zjawisko rozkręcania się wiatrówki. "Dieslowanie", czyli spalanie smaru objawiające się dymem z lufy po wystrzale występowało tylko i wyłącznie przez kilka pierwszych strzałów po przesmarowaniu wiatrówki. W trakcie strzału nie słychac metalicznych stuków czy też brzęczenia sprężyny. Zamek zatrzaskujący lufę działa skutecznie, zjawiska nieosiowego ustawienia lufy do korpusu wiatrówki po zatrzaśnięciu nie zaobserwowałem.

Gruntowne smarowanie przeprowadziłem tylko raz. Miało to miejsce po 4.000 strzałów przy okazji wymiany prowadnicy. Do smarowania zastosowałem smar molibdenowy wykorzystywany w przemyśle samochodowym do smarowania przegubów i innych mechanizmów pracujących pod dużym obciążeniem. Po każdym strzelaniu przecierałem metalowe elementy wiatrówki szmatką zwilżoną silnikowym olejem mineralnym, a następnie wycierałem do sucha. Łoże raz na dwa tygodnie przecierałem środkiem do konserwacji drewna.
Łoże wykonane jest z drewna o ładnej fakturze. Drewno jest impregnowane, lakierowane bez połysku. Połysk pojawia się dopiero później - wskutek wypolerowania niektórych części łoża przez dłonie strzelca.

Drewno łoża jest naprawdę ładne i miłe w dotyku. Jednak jest bardzo miękkie na co trzeba uważać. Oto skutek beztroskiego przewożenia wiatrówki bez pokrowca w bagażniku samochodu.

Jest też pewien plus. Wbrew obiegowej opinii o "niedoróbkach" w Hatsanie, okazuje się że łoże jest dokładnie zaimpregnowane również wewnątrz.

Przejdźmy do stanu oksydy. Na lufie, w miejscu gdzie przykłada się rękę aby złamać wiatrówkę, pojawił się delikatny nalot. Oksyda wyglada na nienaruszoną, jednakże gdy się dokładnie przyjrzeć, widać że czerń oksydy jest delikatnie podbarwiona na rdzawy brąz. Zjawisko to jest na tyle delikatne że nie udało mi się tego uchwycić aparatem. Mimo to występuje powszechnie w Hatsanach, o ile nie przeprowadza się odpowiedniej konserwacji po KAŻDYM strzelaniu. Oksyda na pozostałych elementach jest w doskonalym stanie.

O ile metalowe części wiatrówki wykonane są starannie i dokładnie, o tyle zastosowane śruby mogłyby być twardsze. Oto efekt zbyt ostrego majstrowania śrubokrętem przy śrubie umożliwiającej kasowanie luzów lufy. Na szczęście wymiana śrub na twardsze nie stanowi problemu.

To samo dotyczy śrub przytwierdzających łoze do korpusu. Mogłyby być twardsze i nieco dłuższe.

W nieco gorszym stanie jest uszczelka lufy. Już w pierwszym miesiącu uległa uszkodzeniu po... potraktowaniu jej scyzorykiem przez mojego brata. Po załadowaniu wiatrówki śrutem chciał zamknąć lufę, jednak zrobił to na tyle nieumiejętnie że śrut wysunął się i został zmiażdżony między lufą a korpusem wiatrówki, wbijając się jednocześnie w znajdującą się tam uszczelkę. Być może nic by sie nie stało gdyby brat nie usuwał zmiażdżonego śruta scyzorykiem. Pomimo uszkodzenia uszczelka wciąż spełnia swoje zadanie, chociaż już dawno powinienem ją wymienić.

Na koniec szybkie spojrzenie do wnętrza wiatrówki. Sprężyna jak widać jest dosyć zmaltretowana (poniżej leży ekierka dla porównania). Sprężynę wymieniłem dopiero po 14.000 strzałów.

Ewolucja

Obecnie dostępne wiatrówki to już trzecia generacja Hatsanów. Ponadto pojawily sie klony - wiatrówki sprzedawane pod inną marką, a zbudowane dokładnie tak samo. Świadczy to o dużej popularności tej konstrukcji. Obecnie Hatsany to również Kolter Vipery, Reck Rangery, i niektóre modele Daisy. Dobrze, co się zmieniło z czasem?

- zastosowano dłuższe śruby wykonane z lepszych materiałów
- przekonstruowano spust i zmieniono sposób kotwienia tłoka w mechanizmie spustu
- zmieniono prowadnice sprężyny.

Pozostałe elementy pozostały dokładnie takie same, poza lufą która posiada gwint. Ale miało być o zmianach. Niestety tylko pierwsza zmiana wyszła wybitnie na plus.

Spust obecnie wygląda tak:

Widać znaczny postęp i dążenie do poprawienia kultury pracy mechanizmu spustowego. Sam demontaż spustu nie stanowi już trudności, spust modułowy ... wow...
Spust jest regulowany zaś jego budowa jest już bez porównania bardziej skomplikowana.
Muszę przyznać że pomimo tego że Rekord to to nie jest, widoczna jest ZNACZNA poprawa jeżeli chodzi o kulturę pracy. Niestety są też minusy. Nie wiadomo dlaczego konstruktor wymyślił sobie że elementy spustu nie będą wykonane z jednolitego materiału, ale zgrzewane z trzech blaszek.

Zdecydowanie nie był to najlepszy pomysł konstruktora w tym dniu. Blaszki mają denerwującą tendencję do rozchodzenia się, i albo trzeba okresowo doglądać stanu spustu, albo np. skleić blaszki do porządku wytrzymałym klejem i mieć nadzieję że to wystarczy.

No i ostatnia rzecz - prowadnice sprężyny. W pierwszych Hatsanach prowadnica wykonana była z tworzywa, niestety z powodu prawdopodobnie losowo dobranych wymiarów nie spełniała swojej podstawowej funkcji. W nowych Hatsanach i całej rodzinie podobnych wiatrówek jest już tylko gorzej. Prowadnica MUSI być wymieniona na taką o prawidłowych parametrach jeżeli sprężyna ma przetrwać pierwsze 4000 strzałów. Do tego obowiązkowo należy dorobić małą prowadnicę do tłoka, ktorej po prostu brak w najnowszych Hatsanach.



Mały majsterkowicz, czyli doktor G. radzi

Niestety Hatsan nie należy do nielicznego grona wiatrówek które można wyjąć z pudełka i bezawaryjnie użytkować przez długie lata. Owszem, można strzelać od razu, jednak będzie się to wiązało z krótszą żywotnością określonych podzespołów. Poniższe rady dotyczą wszystkich wiatrówek tureckich, to znaczy wszelkich modeli marki Hatsan, Reck Ranger, Kolter Viper, oraz niektorych modeli Daisy. Co należy zrobić:
- bezapelacyjnie dorobić właściwą prowadnicę sprężyny głównej. Bez tego z czasem sprężyna wyboczy się, co dramatycznie przyspieszy jej zużycie.
- dorobić malą prowadnicę do tłoka, najlepiej z tworzywa. Prowadnica ta ma za zadanie pozycjonowanie sprężyny centralnie w tłoku.
- zeszlifować końcówki sprężyny. Niestety po obcince sprężyny zostają ostre końce których nikt w fabryce nie zeszlifował. Twarda stal tworzy głębokie bruzdy w stalowej nakładce oryginalnej prowadnicy i co gorsza to samo dzieje sie w dnie tłoka.
- sprawdzić stan spustu i w razie potrzeby poprawić elementy mechanizmu.

To powinno wystarczyć. Do tego należy pamiętać o wkropleniu do komory sprężania kropli oliwki, dwie krople to już dużo. Po wkropleniu trzeba obrócić wiatrówkę trzymając pod kątem, tak aby oliwkę rozprowadzić po ściankach cylindra. Efektem tego będzie lepsze smarowanie uszczelki tłoka oraz ostre dieslowanie przez kilka pierwszych strzałów.

Hatsan - dla kogo?

Ogólnie pod pojęciem "Hatsan" rozumiem wszystkie wiatrówki Hatsanopodobne, bo w istocie różnią się one jedynie detalami. Kto powinien rozważyć zakup Hatsana ? Przede wszystkim osoby których nie stać na lepszy sprzęt, lub które nie chcą wydawać więcej niż 400-500 zl. Trzeba zdawać sobie sprawę że Hatsan nie jest wiatrówką sportową, nie został stworzony do zdobywania punktów w strzelaniu tarczowym. Jeżeli ktoś kupuje wiatrówke w tym celu - powinien raczej rozejrzeć się za Slavią. Hatsan to moc, narowisty charakter, a i konieczność ubrudzenia się smarem podczas udoskonaleń. Hatsan jest typową wiatrówką rekreacyjną, nie wstydzę się powiedzieć że osobiście używam go do eksterminowania puszek - ze sporymi sukcesami. Należy pamiętać o przypadłościach tej wiatrówki, o tym że duża moc wiąże się z dużym odrzutem, co negatywnie wpływa na trwałość optyki, o tym że spust zostawia jeszcze nieco do życzenia, i o tym że po strzelaniu trzeba lufe przetrzeć bo inaczej zardzewieje.

Jeżeli kogos to nie odstrasza - właśnie dokonał wyboru. Tak na zakończenie powiem że osobiście pomimo pewnego doświadczenia i dostępu do lepszego sprzętu, często zabieram swojego Hatsana na strzelnicę. Po prostu lubię go, ten narowisty charakter i kopniak w ramię. Niech będzie że jestem przykładem - tą wiatrówkę można polubić.


Autor: Grzegorz "Sigreg" Sikorski
Zdjęcia: autor