Chciałbym Was poczęstować mam nadzieję smaczną porcją doświadczeń z rozkręcania egzemplarza wiatrówki Bajkał Иж-60 (ochrzczony przez brać strzelecką "Jeżu"), której właścicielem jestem od niespełna tygodnia. Ten model jest karabinkiem o futurystycznej, bardzo stylowej, agresywnej linii korpusu. Otwarte przyrządy celownicze, boczny naciąg, piórkowa waga w klasie karabinków rekreacyjnych. Na razie, tytułem wstępu, to tyle.
Podczas pracy przy Jeżyku wspomagałem się różnymi narzędziami, jednak naprawdę wydaje mi się, że kwestią gustu jest czym i jak będziecie się posługiwać. Niezbędnym minimum będzie śrubokręt krzyżakowy (nie za duży, nie za mały), niewielki młotek, kombinerki i termos z ciepłym napojem - ciepły trunek zawsze pokrzepi w boju! Pragnę jeszcze zaznaczyć, że rozbiórkę tego Baikała potraktowałem jak prezentację jego ważniejszych części, dlatego demontażowi poddałem części takie, jak między innymi podajnik śrutu. Zaczynamy!

1. Na początek odkręćmy śrubę regulacji wysunięcia kolby. Ściągamy kolbę.

2. Czas zdemontować korpus. Pestka! Korpus jest przykręcony do obudowy komory sprężania za pomocą trzech śrub. Sugeruję rozpocząć najpierw wykręcenie 2 bocznych śrub.


Trzeba jeszcze nadmienić, że są one różnej długości, więc ostrożnie przy składaniu! Trzecia znajduje się w spodniej części korpusu. UWAGA! Przy wykręcaniu tej śruby trzymaj wiatrówkę „do góry nogami”. Nie przechylaj zdemontowanego już korpusu gwintem śruby do góry, gdyż może to spowodować wpadnięcie śruby do korpusu i stracone minuty naszego cennego czasu, zmarnowane na próbach wydostania śruby i przywrócenia jej na właściwe miejsce.

3. Zajmijmy się teraz systemem podajnika śrutu. Jedna śruba, sprężynka, „igła” i stoper powinny leżeć już na Twoim warsztacie.

4. Mechanizm spustowy. Tu naszą uwagę zwracają dwie, sporej wielkości i specyficznej bryły śruby.

Odkręćmy najpierw śrubę po prawej stronie, bliżej języka spustowego. Przytrzymaj palcem mechanizm na wysokości śruby, jej usunięcie spowoduje luz. Analogicznie postąp przy wykręcaniu drugiej śruby. No, to mamy „spuściznę” w kawałkach. Nie pogub sprężynek, lubią wypadać. Odrobina smaru pomoże utrzymać je na właściwym miejscu.

5. Można (ale nie trzeba) odkręcić teraz tą śrubę pod szczerbiną, ściska ona element dolnego korpusu i elementu pod szczerbinę który jednocześnie stabilizuje lufę.

Potem delikatnie lufę wykręcamy.

6. Czas wybić pierwszy kołek od strony kolby.

Usuń pierścień zabezpieczający i śrubokrętem oraz młotkiem wybij ostrożnie kołek (możesz też łatwo zrobić samemu dobry wybijak, ja „naostrzyłem” niepotrzebny śrubokręt). Podczas tej czynności może pojawić się opór spowodowany przemieszczaniem nasady naciągu.
7. Po eleganckim usunięciu kołka dobierzmy się do dźwigni naciągu. Jak moja Babcia zwykła mawiać, "najsampierw" ściągnij dźwignie z bolca który zabezpiecza ją przed „dyndaniem”.

Śrubokrętem lub palcami chwyć dźwignię bliżej nasady i zdecydowanie ale nie na siłę wyjmij ją z popychacza. Teraz przesuń ją do przodu w miejsce gdzie stopka naciągu będzie na wysokości okrągłego wycięcia w „szynie” cylindra, obróć dźwignię o 180 stopni i delikatnie wyjmij całość.

8. To tyle jeśli chodzi o zabawę. Teraz „otworzymy” jeża. Chwyć mocno plastik mocujący kolby i obróć go do momentu, gdy ząb przedstawiony na zdjęciu wyjdzie z wycięcia! UWAGA! Sprężynę kontrolujesz już teraz swoimi mięśniami więc ostrożnie. Pozostaje Ci teraz wyciągnąć wnętrzności... A teraz gwóźdź programu, czyli Pan Blaszka. Jest ona niezbędna (tak jak schemat jeża z instrukcji) do poprawnej pracy popychacza! Nie zgub jej, nie rezygnuj z montowania jej gdy nie wiesz gdzie jest jej miejsce, nie tłumacz "jakoś to będzie"! Bez niej naciąg się zablokuje po max. 3 strzałach, jeśli nie od razu - wiem z autopsji.

9. Mój sposób na wyciągnięcie elementu, który trzyma sprężynę z przodu (przednie uszczelnienie cylindra, element, o który tłok uderza), jest następujący. Odkręcamy śrubę trzymającą przedni kołek zakończony bolcem stabilizującym naciąg. Kołek powinien wyskoczyć przy użyciu większej siły i samych palców.
Jeśli tak jednak się nie stanie, mamy przecież młotek i popsuty śrubokręt. I teraz nadszedł moment na moją improwizację - wziąłem samą sprężynę, włożyłem powrotem do środka wiatrówki i delikatnie wcisnąłem. Drugą ręką trzymałem ten czołowy, okrągły element, by nie upadł. Sprężyna gładko i szybko go wysunęła. Voila!


To by było na tyle, masz teraz mnóstwo małych jeżyków na warsztacie. Dobra pora by pomyśleć o lepszej prowadnicy, szlifach i niezbędnym smarowaniu.
Autor: Karol "lightmun" Rutkowski
Zdjęcia: autor
Ostatnie komentarze
1 dzień 13 godzin temu
2 tygodnie 1 dzień temu
3 tygodnie 2 dni temu
3 tygodnie 2 dni temu
3 tygodnie 2 dni temu
3 tygodnie 2 dni temu
3 tygodnie 2 dni temu
3 tygodnie 2 dni temu
3 tygodnie 2 dni temu
3 tygodnie 2 dni temu